We włoskim Val di Sole weekend upłynął pod znakiem roweru.

W ramach Val di Sole Bike Land odbyły się wyścigu Pucharu Świata XCO i DH, ale dla nas najważniejsze były Mistrzostwa Świata w 4x. Wszystko przez udział Gustawa Dądeli, który po raz kolejny w swojej karierze został reprezentantem Polski na imprezę rangi mistrzowskiej.

Już w czwartkowy wieczór nasz zawodnik z 18. czasem przebrnął eliminacje i ze spokojem mógł czekać na piątkowe finały. Jak się okazało, spokój i, przede wszystkim, forma Gustawa przyniosły fantastyczny wynik w postaci 14. miejsca!

– W dzień kwalifikacji nie nastawiałem się na wynik. Chciałem po prostu bezpiecznie dojechać, bo bandy były zdradliwe. Kończąc na 18. pozycji, byłem zadowolony, bo, pomimo dwóch znaczących błędów, nie straciłem więcej niż 2 sekundy do lidera - relacjonuje Gustaw.
- Drugi dzień to walka ze sprzętem i z czasem. Pojawiło się kilka nieproszonych małych defektów. Jednak chłopaki z teamu Propain ze wszystkim mi pomogli, za co im jeszcze raz dziękuję.
Planem minimum było wejście do 1/4 finału. Udało się! W walce o półfinał wystartowałem zgodnie z założeniami. Jednak zjeżdżając do wewnętrznej zahaczyłem o kierownicę i łokieć kolegi z Niemiec, co sprawiło, że straciłem równowagę i upadłem. Na szczęście poza naciągniętą pachwiną i obdartymi plecami wszystko ze mną OK - dodaje zawodnik.
- Niesamowicie się cieszę, że udało mi się pojechać na MŚ, wystartować i powalczyć z najlepszymi. Za rok stać mnie na walkę o koszulkę! - zapowiada na koniec.

Pamiętajmy, że w 2016 r. Gustaw zajął w mistrzostwach 24. miejsce, więc tym bardziej należy docenić i cieszyć się z jego tegorocznego występu. Jeśli do tego dodamy poważną kontuzję odniesioną na progu sezonu, a przez to brak właściwych przygotowań, to 14. miejsce wydaje się być jeszcze lepszym. Gustaw, wielkie gratulacje!